Polemika z "przeceną"
| Co nas boli ? |
Na ostatniej sesji Rady Miasta nasi radni podjęli uchwałę obniżającą swoje diety. Posunięcie ze wszech miar słuszne i chwalebne. Decyzja, która wydawałoby się jest w mieście potrzebna i odpowiada większości mieszkańców. A jednak.
Z pewnym zdziwieniem przeczytałam w ostatnim nr Gwarka (nr 5. 1.02.2011) tekst (satyrę? ) , w którym pan redaktor Mieczysław Filak rozprawia się bezpardonowo z decyzją naszych Radnych. Czytelnictwo Gwarka w Kaletach rośnie i dlatego tym bardziej uważam, że mozna by z ww. artykułem polemizować.
Panie Redaktorze! doceniam Pański cięty język, mądre teksty, błyskotliwe i trafne riposty oraz szczegółowe kalkulacje. Pozwolę sobie jednak nie zgodzić z Pańską opinią, że "pracując za darmo, lub za pół ceny, zubażamy skarbiec narodowy". Gdybyśmy żyli w państwie mlekiem i miodem płynącym, a skarbiec ów troszczyłby się o swoich wszystkich mieszkańców na równych prawach wtedy byc może tak.
Wszakże, jak Pan słusznie zauważył, : " Pan Kryzys /..../ żadnym sługom nie ulega". Kryzys jest, dlatego wszelkie kroki zmierzające do oszczędności są potrzebne i mile widziane oraz ze wszech miar warte naśladownictwa. Nasza nowa Rada Miasta w części składa się z ludzi nowych, nie skażonych jeszcze złymi nawykami i manieryzmem, są to ludzie pełni zapału i autentycznej chęci do pracy dla dobra tego miasta, które im zaufało. Skłaniam się zatem do tej pierwszej szkoły myślenia o dietach radnych, która mówi, że to funkcja społeczna i służba. To, że panowie ministrowie nie mają oporów przed godnymi apanażami to zupełnie inna bajka.
Stwierdził Pan także, iż "nie sądzę by inni zechcieli podążyć ich śladem". Ja jestem pewna, że nie zechcą, lecz nie z pobudek filantropijnych lecz z czystej kalkulacji.
Jestem zwykłą, szarą mieszkanką mojego miasta i bardzo mi leży na sercu, aby było u nas lepiej niż jest. Być może doskwiera mi brak wiedzy ekonomicznej i umiejętności liczenia ( a doskwiera doskwiera), lecz z całą pewnościa krok Rady Miasta, o którym mowa zasługuje na szacunek. Nie dla wszystkich zasiadanie w Radzie Miasta ma być krokiem w karierze, dla niektórych jest właśnie służbą dla dobra lokalnej społeczności i tej wersji będę się trzymać.
Informuję Pana również, że owe 30 tys złotych, o których wspomina Pan w swoim tekście ,miasto może przeznaczyć na chociażby stworzenie dodatkowego placu zabaw dla dzieci w jednej z dzielnic, może otworzyć dodatkową świetlicę środowiskową czy położyć kilka metrów nowego chodnika.
To tak dla przykładu, ale na co przeznaczone zostaną zaoszczędzone w budżecie pieniądze - o tym zdecyduje właśnie nasza Rada. Natomiast ocenę trafności podjętych przez radnych decyzji pozostawmy sobie na za jakiś czas.
Jak to powiedział kiedyś Antoine de Saint-Exupéry :
/.../Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzienie. Zamykamy się w samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć./.../
Pozdrawiam Panie Redaktorze bardzo serdecznie!
Radosława Radziwończyk
p.s. Nie jestem radną, nie jestem krewną żadnego z radnych, nie pracuję w urzędzie miasta.
| « poprzednia | następna » |
|---|

Komentarze
Wiesz jak jest - sukces ma wielu ojcow. :) Łatwo jest przypisywac sobie czyjes zaslugi, znacznie trudniej pracowac na wlasne. Bo wtedy trzeba PRACOWAC. A to z kolei trzeba UMIEC
to w końcu ile ekip będzie sobie przypisywać rozbudowę oczyszczalni.
Przecież środki już dawno są tę inwestycję z tego co się orientuję ,,klepnięte '' za poprzedniej władzy.
wydaje mi się, że jest o wiele więcej do zrobienia tylko nie ma komu znowu pomyśleć skąd wziąć fundusze na nowe inwestycje i wygodniej jest zasłaniać się tym co już jest w trakcie.
Na dzień dzisiejszy miasto Kalety musi zrealizować wiele niezbędnych inwestycji takich jak chociażby budowa kanalizacji wraz z rozbudową oczyszczalni ścieków, remont mostu na Małej Panwi w Truszczycy, pozimowe remonty dróg czy zakończenie likwidacji KZCP.
Wobec powyższego (jak i w okresie kryzysu finansów Państwa), każda oszczędność, nawet najmniejsza jest, z ekonomicznego punktu widzenia, jak najbardziej wskazana.
myślę po dużej części zawarta prawda w opisie sytuacji działań naszych Boskich Wszechwiedzącyc h powinna dać do myślenia ( Im ) powinna , ale czy da ?
Dziękuję za wyczerpujący komentarz :)
Pozdrawiam!
p.s. złośliwość jest cechą ludzi inteligentnych: -)
nie mam wątpliwości że Redaktorowi Naczelnemu będzie miło się dowiedzieć, iż grono czytelników Gwarka w Kaletach rośnie, bo on o to przecież zabiega. Z zażenowaniem przyjmuję komplementy skierowane pod moim adresem. Znacznie Pani z nimi przesadziła, a już zwłaszcza z tym bezpardonowym atakiem. Zapewniam Panią, że mam serce gołębia, a gałązkę oliwną zawsze w pogotowiu do odganiania jastrzębi. Kocham altruistów i nie przepadam za egoistami, bo – jak powiedział pewien dowcipniś - to są ludzie, którzy się mną nie interesują.
A tu – proszę.
Choć pisze się Pani być „szarą mieszkanką” ośmielam się mniemać, że Pani jednak wie, iż zadaniem felietonisty jest dostrzegać sytuacje i postawy, a przywilejem stawiać tezy – nawet kontrowersyjne - przy użyciu dostępnych, a dopuszczalnych środków literackiego wyrazu. W tym i satyry. A wszystko po to, by zwrócić uwagę myślącego czytelnika na pewne zjawiska. Jednoznaczne oceny i wskazówki są raczej domeną moralizatorów. Czasem służą, czasem nużą.
W inkryminowanym artykule napisałem o tym, że jestem uczniem szkoły, która nakazuje płacić i wymagać. Nie wyłączam spod niej radnych miasta. Nie oznacza to wcale, że inni muszą podobne, jak ja, pryncypia wyznawać. Stąd nie bacząc na mój artykuł, radni Kalet mogą zrezygnować nawet z całości diety, skoro nie bardzo wiedzą, po co ona jest. Ale spytam z odrobiną demagogii: Czy miasto Kalety ma być jednym wielkim placem zabaw? Czy ci, którzy pełnią tę funkcję po raz kolejny, nie mają teraz poczucia, że się poprzednio przecenili? Nie pójdę tak daleko, by nawet żartem proponować, aby zwrócili to, co teraz okazało się – powiedzmy - nadpłatą. Ja bym raczej proponował, by się zastanowili, jak tę dietę w interesie mieszkańców, dobrego, czytelnego prawa spożytkować, a nie rezygnować z niej dla kawałka chodnika, bo to jest najprostsze.
Z zamieszczonego per prokura komentarza pana Przewodnicząceg o Rady właśnie widzę, że o ile spektakularny akt poświęcenia nie sprawił radnym trudności, o tyle były pewne kłopoty z ustaleniem celu, na które można by przeznaczyć te nadzwyczajne oszczędności budżetowe. Bo - zacytuję - „Doszukiwano by się "drugiego dna" albo ukrytych pośrednich korzyści płynących dla radnych (w myśl rzymskiej prawnej maksymy - cui prodest...lub cui bono - kto z tego odniósł korzyść) a tego chcemy przecież uniknąć”.
I co – chciałoby się zapytać – uniknięto? Znów problem? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tak jakoś na własne życzenie. I te oszczędności nie są już najważniejsze?
Mam nadzieję, że radni adresata dobra jednak ustalą i to bez półrocznej debaty o rzymskich maksymach oraz czego chcą uniknąć. Są od rozwiązywania problemów, a nie od ich unikania. W razie trudności w wykryciu cui bono, czy ustalenia priorytetu, polecam niezawodny na to sposób - orła lub reszkę. Nie jesteśmy niestety krainą, w której można wybrać jedno i drugie. Pozdrawiam Panią i wszystkich komentatorów z forum kalety.eu.
M.Filak
niestety.
jakos tak jestesmy skonstruowani, ze bardzo nam trudno docenic czyjas prace i jego dobra wole lub chociaz docenic czyste intencje
szkoda, ze czesto najpierw krytykujemy bo krytykowac jest latwo (i jaka to satysfakcja jak komus mozemy szpile wetknac, nie:) a nie dostrzegamy ze ktos ma po prostu szczere intencje...
szkoda
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.