Koniec wakacji w Zielonej
| Turystyka |
Wakacje dobiegają końca. Postanowiliśmy sprawdzić jak minął sezon w naszej turystycznej dzielnicy - Zielonej. Niedzielna wycieczka nad jeziorka pozwoliła znaleźć odpowiedzi na kilka pytań. Rozmowy z właścicielami ośrodków i ludźmi akurat wypoczywający nad stawami były więc owocne i- mamy nadzieję- konstruktywne.
Zielona to główna dzielnica turystyczna Kalet. Tutaj zlokalizowane są stawy i ośrodki wczasowe. Turyści przybywający do Kalet dłużej niż na kilka godzin grzybobrania to głównie goście pensjonatów i zajazdów na dawnym terenie kuźnicy Zielonego - czasami nawet nie kojarzą tego urokliwego zakątka z naszym miastem.
Jeszcze kilkanaście lat temu Zielona przeżywała okres prosperity. Kąpiele w upalne dni na strzeżonych kąpieliskach, wypożyczalnia kajaków..... Do tego oblegane cały sezon trzy ośrodki wczasowe. Dzisiaj sytuacja jest troszkę inna. W stawach panuje zakaz kąpieli wydany przez Sanepid w Bytomiu. Jeden ośrodek został też zniszczony podczas powodzi w maju. Postanowiliśmy dowiedzieć jaki był ostatni wakacyjny sezon w Zielonej.
W tej sprawie udaliśmy się najpierw do Zajazdu u Rzepki i poprosiliśmy kierownika o rozmowę:
Nasz sezon trwa od maja do października, a ten jest nawet dość dobry. Zajazd nie bazuje bowiem na indywidualnych turystach ale na organizacji np. obozów sportowych czy wycieczek . Przyjeżdżają do nas piłkarze z Rudy Śląskiej np. Grunwald , Wawel Wirek czy Slawia . Dla nich liczy się możliwość trenowania, zakaz kąpieli zaś nie ma większego znaczenia. Przeprowadzają treningi kondycyjne w lesie , mają też zajęcia na okolicznych stadionach - Unii Kalety, czy w Strzebiniu. Kiedy chcą popływać- jedziemy do Parku Wodnego w Tarnowskich Górach. Co do tegorocznej powodzi- na całe szczęście nas akurat nie dotknęła. Jedyna strata- ze stawu wyniosły się bobry. Mądre zwierzęta wyczuły zagrożenie, a jedna z naszych atrakcji, czyli „Ścieżka do bobrów” pokazuje już tylko pozostałości po ich działalności.

Zostaliśmy również oprowadzeni po ośrodku, w którym akurat odbywała się impreza zakładowa pracowników Kopalni Wieczorek z Katowic. Goście bawili się świetnie, wczasowicze wypoczywający w campingach na terenie ośrodka również nie wyglądali na zmartwionych znanym nam z gazet wizerunkiem „umierającej Zielonej”. Przyjeżdżają tu od lat i w ogóle się nie przejmują ostrzeżeniami Sanepidu... Opodal zajazdowej kawiarni ma swój wybieg sympatyczny jelonek- jeden z pensjonariuszy mini zoo. Właściciel od razu zaznaczył, że zwierzę bynajmniej nie czuje się niekomfortowo. Niegdyś potrącił go samochód – na wybiegu odżył – i to do tego stopnia, że nawet kiedy wydostał się za ogrodzenie nie uciekł- ale spokojnie czekał aż ktoś go wpuści z powrotem.

Można więc powiedzieć, że po stronie Zajazdu u Rzepki dzielnica żyła, ludzie spacerowali, grała muzyka.
Zupełnie inne wrażenie odnieśliśmy przechodząc przez wał nad dolny zbiornik. Zniszczony 17 maja kanał burzowy i ośrodek do dzisiaj nie został odbudowany. Wyrwy jakie zrobiła woda, pokazują siłę żywiołu i dość mocno działają na wyobraźnię. Widok jest niezbyt optymistyczny. Zniszczony kanał, zawalone budynki, staw zarośnięty, brak ludzi, nawet wędkarzy. Z tej strony życie zamarło, jest cicho i ponuro. Jakby tego było mało, w okolicznym lesie zalegają góry śmieci, które potęgują negatywne wrażenia. Ciekawe kto odpowiada za ich wywóz?

Kontynuując wędrówkę – przeszliśmy znów brzegiem górnego stawu- tym razem na przeciw „Rzepki”. Zagadnięty wędkarz z Tarnowskich Gór wprost rozpływał się w pochwałach zbiornika, nad którym zawsze może liczyć na ciszę, całkiem sporą rybę, a gdy nic nie bierze- nie ma problemu- bierze koszyk i idzie na grzyby :)
Udało nam się także porozmawiać z miłym państwem emerytów z Rudy Śląskiej, którzy od prawie dwóch miesięcy mieszkają w przyczepie campingowej nad stawem.
Nam się w Zielonej podoba, cenimy sobie ciszę i spokój, jakie tutaj panują. Oboje, tzn. żona i ja, lubimy wędkować. Nad stawem byliśmy już w ubiegłym roku i teraz przyjechaliśmy znowu. Czasem podrzucą nam wnuki, które mają przestrzeń do zabawy .Jedynie po powodziach chyba gorzej biorą ryby. Jesteśmy nastawieni na większe sztuki- drobnica „niedzielnych” wędkarzy nas nie interesuje. Rok temu nałapaliśmy dużo, teraz jest słabo. Sandacz, metrowy amur, kilka ładnych leszczy- trochę mało jak na dwa miesiące wędkowania...

Na koniec poprosiliśmy o rozmowę kierownika znajdującego poniżej dolnego stawu ośrodka Górniczego Klubu Motorowego „Rozbark” Pana Henryka Sznirlinga.
Podczas powodzi woda do ośrodka nie doszła. Mimo tego zanotowaliśmy frekwencję niższą o 30% niż w latach ubiegłych. Duży wpływ mogły mieć informacje na temat zniszczeń w dzielnicy, informacja o zakazie kąpieli, czy zwyczajnie zmienna pogoda, która w tym roku nie sprzyjała turystyce. Właścicielem ośrodka jest stowarzyszenie Górniczy Klub Motorowy „Rozbark”. Od 17 lat dzierżawimy to miejsce, a od roku jesteśmy jego właścicielem. Ośrodek dostępny jest dla wszystkich, ale głównymi klientami są oczywiście członkowie klubu. Nasz sezon trwa od maja do września. W ubiegłych latach organizowaliśmy tutaj wiele imprez takich jak ogólnopolskie, czy nawet zagraniczne zloty caravaningowe. Na pierwszą imprezę, która odbyła się w 1994 roku przyjechało około 130 przyczep. Niestety, teren którym dysponujemy jest za mały na tego typu wydarzenia, a w chwili obecnej nie istnieje możliwość jego rozszerzenia, nad czym oczywiście ubolewamy.
Co prawda nasza współpraca z gminą Kalety układa się dobrze, jednak uważam, że władze miasta powinny zwiększyć nakłady i działania na rozwój turystyki oraz promocję dzielnicy. Zielona to jeszcze nie odkryta żyła złota. Np. przydałyby się w okolicznych lasach parkingi z toaletami. Jest też problem ze śmieciami, które często tam zalegają. Warto było by też zrobić coś z zamkniętym mostem na ul. Stawowej, który, wg. mnie, jest w pełni zdatny do użytku.

Mimo tego jako klub cieszymy się, że mamy taki ośrodek, a jest to nie byle co. Jeśli chodzi o warunki - to najlepszy ośrodek campingowy w powiecie. Ceny mamy umiarkowane- wręcz niskie ( 16-20 złotych za osobę, każda następna płaci 10 złotych). W miarę naszych możliwości cały czas w niego inwestujemy. W chwili obecnej podwyższamy standard naszych domków hotelowych. Ubolewamy głównie nad brakiem kanalizacji i izolacji wodociągu ( w związku z czym musimy np. na zimę spuszczać wodę jak na ogródkach działkowych) , co stanowi dla nas pewną trudność czyniąc ośrodek praktycznie niemożliwym do wykorzystania zimą. Generalnie- nie jest źle- ale mogło by być znacznie lepiej.
Jak więc nie trudno zauważyć- życie na zbiornikami w Zielonej bynajmniej nie zamarło. Jeziorka i urokliwa leśna okolica nadal przyciągają wczasowiczów- i to- wbrew pozorom i czarnym wizjom znanym nam z prasy i telewizji – jest ich całkiem sporo. Zakaz kąpieli zakazem kąpieli – ludzie i tak wiedzą swoje :). Pojawiają się tylko dwa małe pytania- ”co z tego ma nasze miasto? „ oraz „ czy naprawdę nie ma sposobu na ruszenie tej ukrytej żyły złota i uczynienie z Zielonej kaletańskiego Klondike?”| « poprzednia | następna » |
|---|

Komentarze
Artykul podoba mi sie, vankozi ma racje, szkoda ze sie taki potencjal marnuje... Ty bardziej ze okolica jest nietuzinkowa i gdyby tylko chciec to wiele mozna by tutaj wykorzystac dla miasta... Gdyby tylko chciec:)
Ps: Podoba mi się że ostatnio coraz częściej pojawia sie na stawie żaglówka
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.